Mieszkanie komunalne. Pediatra mówi wprost: to zagraża życiu dzieci! „Nowy Chorzów” interweniuje. WIDEO

Grzyb w łazience, grzyb w kuchni, brak ogrzewania – w takich warunkach żyją obecnie Anna i Mirosław Torzewscy z Chorzowa. Wprowadzili się do lokalu komunalnego. Żyją tu z trójka małych dzieci – najmłodszy syn ma zaledwie 14 miesięcy.

Pani Anna prosiła o zamianę mieszkania, ponieważ lokal, w którym obecnie mieszkają, jest w opłakanym stanie. Póki co nic takiego nie nastąpiło.

Lekarka z przychodni, do której z dziećmi chodzi pani Anna, nie kryła zdumienia.

„Jako lekarz prowadzący kategorycznie stwierdzam, że wyżej wymienione warunki bytowe stanowią bezpośrednie, realne i drastyczne zagrożenie dla życia oraz zdrowia dzieci” – czytamy w piśmie, pod którym podpisała się lekarka.

Dodaje, że dzieci powinny zostać przeniesione do innego, bezpiecznego dla nich lokalu.

– PGM zaproponował jedynie, że może podreperować nasze piece kaflowe, a w tym czasie my będziemy z dziećmi w domu, a w trakcie prac trzeba stale wietrzyć, żeby murowany piec schnął. Nie rozumiem, dlaczego nie chcą nam tak naprawdę pomóc – rozkłada ręce pani Anna.

A sytuacja jest poważna.

– Te piece stanowią śmiertelne zagrożenie. Nie tak dawno z pieca zaczął się wydobywać czarny dym i czujka czadu piszczała. A to pokój córki. Żona uciekła z dziećmi na korytarz. A co, gdyby to było w nocy? Mówi pan Mirosław.

Torzewscy o wsparcie poprosili Stowarzyszenie Nowy Chorzów. Byliśmy u nich. ZOBACZ WIDEO